Szukaj treści, postów, video

Prosty kredyt na trudne początki, czyli jak spełniłam marzenie | krotkiporadnik.pl

Dobry zwyczaj – nie pożyczaj. Powiedzenie to od zawsze krążyło w moim domu i pewnie w przeciwieństwie do większości naszych rodaków, w moim domu przestrzegało przed pożyczaniem od kogoś, niż komuś. Pożyczanie od kogoś często uważane jest za akt desperacji, ostateczny krok i oznakę słabości. Co gorsza, często generuje konflikty, szczególnie, gdy pożycza się od członków rodziny, czy znajomych.

To podejście do pożyczania w ogóle, odcisnęło się sporym piętnem na moim podejściu do finansów. Czułam się źle, kiedy brakowało mi pieniędzy na nawet najdrobniejsze przyjemności, czułam się zakleszczona, gdy wiedziałam, że nie mam żadnej perspektywy na poprawienie swojej sytuacji, a co gorsza, radość życia kompletnie odbierała mi świadomość, że nie mogę rozwijać swojej pasji, bo blokują ją finanse. A raczej ich brak.

Swój blog założyłam w 2012 roku i postanowiłam opisywać na nim życie za niewiele pieniędzy. Jak opłacając wszystkie rachunki, móc wciąż pozwolić sobie na dobre jedzenie, na okazjonalne wyjście do restauracji czy knajpki. Jak robić pachnące pranie używając niedrogich, ale dobrych środków do prania. Szukałam niskobudżetowych alternatyw na spędzanie długich jesiennych wieczorów i opisywałam je. Blog zaczął się rozrastać, zaczęłam na nim publikować dużo więcej różnorodnych treści i zyskiwać więcej czytelników.

Na początku 2015 roku po ponad dwóch latach pisania, wygrałam prestiżową nagrodę w konkursie na najlepszy blog w kategorii „Życie i społeczeństwo”, a mój blog został zaliczony do trójki najlepszych polskich blogów w 2014 roku. Był to dla mnie szok i olbrzymie wyróżnienie. Liczba czytelników rosła w zaskakującym tempie: w ciągu pierwszego tygodnia po otrzymaniu nagrody zwiększyła się o czterysta procent. Czułam się szczęśliwa i niezwykle zobowiązana do tego, by nie zawieść dotychczasowych fanów, jak i tych, którzy dopiero do mnie przyszli. Szybko okazało się, że blog pilnie potrzebuje technicznych rozwiązań, bo nie jest w stanie obsługiwać tylu czytelników jednocześnie. Na horyzoncie pojawiło się więc słowo „inwestycja”. Ale z czego inwestować, kiedy ledwie starcza mi na jedno wyjście do kina miesięcznie?

Zrobiłam listę najpotrzebniejszych zmian, których mój blog potrzebował. Przeniesienie z jednego serwisu na inny, nowy serwer, zmiana wyglądu. Sama nie byłam w stanie tego zrobić, więc musiałam znaleźć programistę i grafika i zapłacić im za pracę. Po raz pierwszy wtedy pomyślałam o kredycie. I pomyślałam o nim nie jak o ostatniej desce ratunku, ale o inwestycji w przyszłość i w siebie.

Postanowiłam wziąć dokładnie tyle pieniędzy, ile potrzebuję: nie mniej, nie więcej. Nie chciałam ulegać pokusie, by przy okazji „uszczknąć” coś na przyjemności, które w ogólnym rozrachunku będą mnie sporo kosztować. Zrobiłam dokładną listę wydatków, które ten kredyt ma pokryć, a także policzyłam ile miesięcznie jestem w stanie wydać na ratę kredytu tak, by spłacić go jak najszybciej. Uwzględniłam wszystkie nadchodzące święta i większe wydatki i z takim rekonesansem rozpoczęłam poszukiwania najdogodniejszego dla mnie kredytu. Czynnikiem decydującym było oczywiście jak najniższe oprocentowanie. Najlepiej, by kredyt nie był oprocentowany w ogóle. I udało mi się taki znaleźć!

Zauważyłam, że ludzie są tak przedziwnie skonstruowani, że gdy widzą darmowy kredyt, są przekonani, że jest w nim jakiś haczyk, bo przecież nie ma nic za darmo. Oczywiście, nie ma nic za darmo, ale przecież nikt nie daje nam tych pieniędzy na zawsze. Musimy je oddać – mamy tylko możliwość oddania dokładnie takiej samej sumy, jaką pożyczyliśmy. Nie jest prawdą, że bank nie ma z tego żadnych korzyści – ma i to największą: bazę nowych sprawdzonych klientów z dobrą historią kredytową.

Po kilku dniach szukania znalazłam idealną dla siebie ofertę, złożyłam wniosek i otrzymałam kredyt. Pieniądze z niego przeznaczyłam na rozwój swojego bloga. Wykupiłam serwer, zainwestowałam w nową szatę graficzną, narzędzia do mailingu i reklamę. Opłaciło się. Czytelnicy przychodzą do miejsca, w którym czują się dobrze, w którym z łatwością mogą trafić na interesujące ich treści, a dzięki inwestycji, odpowiednie treści same do nich trafiają dzięki dobrze sprofilowanej reklamie. Rok temu skończyłam spłacać kredyt, a inwestycja już zdążyła mi się kilkukrotnie zwrócić, dzięki projektom, na które otrzymałam wsparcie od partnerów. Udało mi się zrealizować dwa edukacyjne cykle dla młodzieży, a także pomoc psychologiczną dla najbardziej potrzebujących czytelników, którzy się o nią do mnie zwrócili.

Nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale wzięcie tego kredytu było jedną z najlepszych decyzji, jakie w życiu podjęłam, ale tylko dlatego, że była to dobrze przemyślana inwestycja. Nie zachęcam do brania kredytu nikogo, kogo taki kredyt mógłby pogrążyć i dodatkowo obciążyć kieszeń.

Jeśli nie wiesz, na jaką kwotę kredytu możesz sobie pozwolić, udaj się do banku i porozmawiaj o tym z doradcą kredytowym. Możesz być spokojny, że nie „wciśnie Ci” produktu na siłę, bo bankowi zależy przede wszystkim na rzetelnych i wypłacalnych klientach, dlatego zdolność kredytowa obliczana jest indywidualnie pod każdego klienta.

Jeśli nigdy nie brałeś kredytu wcześniej, idealnym rozwiązaniem będzie dla Ciebie darmowy kredyt dla nowych klientów. Nie bój się inwestować w siebie i nie bój się narzędzi, które mogą pomóc Ci w realizacji Twoich marzeń!

 

Od redakcji:

Ten wpis publikujemy w ramach kampanii Darmowego Kredytu Gotówkowego.

9f543d6509cdf8182eaa75090a5b47c8))))))))))